Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
IV Rajd szlakami żołnierzy wyklętych mjr. Józefa Kurasia “Orła” – “Ognia”
Ostatnie dni wakacji – czyli pierwszy weekend października, upłynął pod znakiem wyprawy na południe Polski – w tatry, aby uczestniczyć w IV Rajdzie szlakami żołnierzy wyklętych mjr. Józefa Kurasia “Orła” – “Ognia”. W czwartek w godzinach wieczornych (19 z minutami) w pociągu monciak-krupówki spotkała się mocna ekipa pod wezwaniem – czyt. Asia, Ofka i ja.
Pierwsze zadanie to dotrzeć do Nowego Targu na piątek godzinę 9:00. Ale jak to bywa z PKP pośpiesznymi w Krakowie wylądowaliśmy z 90 minutowym opóźnieniem i rajdowicze zdążyli się już przenieść do Chochołowa – nam się też tam udało dojechać dzięki panu Tacie Magdy. Tam też spotkaliśmy czwartego członka naszego patrolu – Mateusza. Dzięki temu, że już było nas czworo mogliśmy być własnym niezależnym patrolem – zaś naszym patronem był Zdzisław Badocha ps. “Żelazny”. W tak zwanym międzyczasie zwiedziliśmy muzeum powstania chochołowskiego, przeszliśmy się po Chochołowie, gdzie jest duża ilość chałup z bali. Zaś gdy wybiła 13:30, czas było ruszać na szlak gry, która wiodła po granicy polsko-słowackiej i tak dzięki temu raz byłem w Polsce a raz na Słowacji. Po drodze niekontrolowane zejście i szybka wspinaczka pod górę na tzw. azymut wyznaczany na oko. Ale się wszystko udało i dotarliśmy wszędzie gdzie trzeba było. Następnie przejazd do Raby Wyżne, gdzie w Rabacówce zjedliśmy obiad, ale i również była to nasza baza – gdzie po wieczornych rozmowach w izbie poszliśmy spać.
Sobota zaczęła się dla nas dość wcześnie bo pobudką o 5 rano. 6 z minutami wyjazd autokarem do doliny chochołowskiej gdzie czekały na nas kolejne atrakcje. Pierwszą z nich była scena przygotowana przez Grupę Rekonstrukcji Historycznych “Błyskawica”. Następnie wszyscy przejechaliśmy kolejką “Rakoń” by od polany huciska móc wspinać się w górę doliny chochołowskiej oraz doliny starorobociańskiej w poszukiwaniu szczątków schroniska. Tam zostały złożone kwiaty. A nam po przejechaniu całej Polski marzyły się góry – i tym sposobem wraz z prawdziwym góralem ino przewodnikiem tatrzańskim – Staszkiem. I tak siwa przełęcz i Ornak nie miał szans, kiedy to dzielnie się wspinaliśmy. Widoki z przełęczy jak i ze skalistego Ornaku – niesamowite. Pogoda dopisała -było na co popatrzeć – na tatry oczywiście. I biegusiem w dół – przełęcz iwaniacka, następnie dolina chochołowska. Ale aby zdążyć na miejsce zbiórki ekipa pod wezwaniem zdecydowała się na szalony górski zjazdo-slalom – dystans 7,5 km, prędkość – demoniczna. Kolejnym punktem programu był koncert, ale w niecodziennej scenerii – bo w skansenie i nie jakiś koncert, ale przedpremierowy występ zespołu “De Press” – promujący płytę “Myśmy Rebelianci”. Po wyśmienitym występie i obfitym bisie wróciliśmy do Rabacówki gdzie czekała kolacja, a po niej rozpaliło się ognisko podsumowujące nasze prezentacje o patronie i wybranej piosenki. Co do piosenki to mieliśmy mocne wsparcie pani Ani i pana Andrzeja Kołakowskich i dzięki temu zmierzch zapadł nad cichym jeziorem. Po części oficjalnej został uruchomiony grill (+ kiełbaski), a większość osób schowała się w izbie, gdyż wieczór był już bardzo chłodny – i tak przy stoliku czekając na kiełbaski pan Andrzej wraz ze Staszkiem przygrywali na gitarze w przerwach czy to chwila ciszy, czy też opowieści drzewa sandałowego każdy snuł.
Ostatniego dnia rajdu, jak i naszego pobytu w górach, zostaliśmy przerzuceni do Kościeliska. Na msze kończącą rajd, zaś przed nią odbyła się rekonstrukcja rozbicia grupy “Marnego”. Stojąc za blisko można było dostać odpryskiem granatu. Dym, huk i strzały towarzyszyły przygotowanym scenom. Ostatnim elementem było przejście do “śmiechówka” – miejsca gdzie grupa “Marnego” została zamordowana – i wyniki rajdu. Lecz nam nie było dane iść na to miejsce i usłyszeć wyniki ponieważ wtedy byliśmy już w drodze do Krakowa, skąd czekał ekspres do Trójmiasta. I tu przygoda z serii PKP i niezapomniana podróż – czyli miejscówka bez miejsca i podróż do domu w Warsie. Tym razem bez opóźnień dojechaliśmy do celu i tym samym koło 1 w nocy stanąłem u progu swego domku. Aby moc się wyspać, a rano wstać i pójść na pierwsze zajęcia V semestru telekomunikacji.
strona rajdowa: http://www.rajd.waks.pl/
- Brak podobnych wpisów
Zostaw komentarz
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.