Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
rok z OPENCACHING
To, że czas leci wie każdy z nas. Po jakimś okresie są rocznice- jubileusze. I tak spotkało to mnie. Rok od tajemniczej rozmowy i niebezpiecznej wyprawy w poszukiwaniu drzew co mają oczy. Rok zabawy w geocaching za mną i esem’em.
esem: idziesz szukać drzew co mają oczy?
Maliniak: co takiego?
esem: drzewa mają oczy
Maliniak: hmm … czemu nie …
6 października 2008 roku naszym łupem padły sopockie drzewa. Zaś po powrocie do domu i zorientowaniu się, że w Gdańsku dopiero co ujawniły się kolejne drzewiaste oczęta – wyruszyliśmy i tam, aby poznać ich tajemnicę. Dzięki pragnieniu zaspokojenia ciekawości byliśmy pierwszymi śmiałkami co dotarli do końca krętej ścieżki drzew. Poznaliśmy tajemnicę FTFa.
Po roku zmagań ze skrzynkami, sytuacja wygląda następująco:
- znalezionych koło 275, w tym 17 FTFów,
- założonych 6 – otrzymanych gwiazdek 22,
- przybyto ponad 8000 km; szczegóły – GK Maliniak,
- założonych GK 7; przebyty przed nie dystans – prawie 2000 km,
- udział w jednym filmie o geocaching’u,
- jedna produkcja filmowa tzw. “after-party” spotkania trójmiejskich cacher’ów,
Chcąc uczcić rocznicę, zgodnie ze zwyczajem ruszyliśmy na nocne łowy – jako cel jubileuszowy wybraliśmy skrzynkę z serii Kaszubskie Drogowskazy – XII, kolegi Wanogi, która znajduje się w rumskich lasach. Wyprawa zapowiadała się obiecująco, a kolejne napotykane kamienie nie zanosiły, że są to miłego złe początki. Koło 22:30 dotarliśmy do ostatniego punktu wędrówki, przy którym w niedalekiej odległości miał się znajdować pojemnik. Azymut wyznaczony – to w drogę na poszukiwania. Znając wanogowe kamienne sarkofagi i wiedząc, że jest to gdzieś pod świerkiem przeczesywaliśmy las, drzewo po drzewie, korzeń po korzeniu, liść po liściu. Nic. Przyszedł pomysł z dokładnym wyznaczeniem azymutu, za pomocą latarki i jej światła. Po dobrej godzinie eksploracji terenu, kiedy to esem’owy GPS oraz latarka odmówiły posłuszeństwa, a drzewa sprawdzone wzdłuż i wszerz. Zaczęliśmy się wycofywać – bo do samochodu było jakieś 4 km, a na zegarze prawie północ. Aby zaoszczędzić trochę czasu poszliśmy skrótem, tylko nie odbiliśmy w pewnym momencie w bok i tym sposobem wylądowaliśmy w mieście – Rumi, bo po kilkuset metrach ukazała się tablica “REDA”. Wariant powrotu okazał się chyba jednym z najdłuższych, czyli koło 7 km. W sumie błąkając się tej nocy zrobiliśmy około 15 km, skrzynki nie znaleźliśmy, ale przygód było bez liku. Dzień później wynikło, że autor skrzyneczki zwodził nas za nosy – myląc się w opisie i zamieniając 2 słowa ODLEGŁOŚĆ ↔ AZYMUT. I tak szukaliśmy nie w tym kierunku i nie w tej odległości co trzeba, ale na szczęście aż tak źle z nami nie jest jakby się mogło wydawać.
- Brak podobnych wpisów
Zostaw komentarz
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.
