Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
Łoś 2009 – po
od Łosia minęło już kilka dni – czas na podsumowanie
w sobotę przychodząc na miejsce bazy, startu, sekretariatu, metę – ogólnie centrum zarządzania wszechświatem, czekał już Wojtek – pierwszy zawodnik na trasie TP. niedługo po nim zaczęli zjawiać się kolejni uczestnicy, również dotarła 70-tka, która miała kilka problemów z podziałem na patrole i wyborem trasy trudności. chwilę przed 11 odprawa techniczna – czyli interpretacja mapy przez budującego – co autor miał na myśli. trasa TP/RK zapowiadała się rekreacyjnie – 4,2 km, głównie po drodze i to szlakowanej. zaś z mapą TO już tak wesoło nie było – po krótkim tłumaczeniu, miny zawodników przestały się uśmiechać – a 2 zespoły zmieniły trasę na rekreacyjną. równo o 11 wybiła minuta ‘zero’ i pierwsze patrole ruszyły na trasy.
koło 12:30 głównie zespoły z trasy łatwiejszej zaczęły wracać z lasu na metę, zdziwił mnie fakt że niektóre patrole wracały nie z tej strony co powinny, ale tak to często już jest na InO.
jakoż duża część zgłoszonych osób to również aktywni geocacher’zy – postanowiłem przygotować dla nich niespodziankę. znając długość etapów i potrzeby czasowe, o 14 (minut 3 do 5) opublikowałem w warunkach leśnych nową skrzynkę (maliniak07 – drzewna kula) przygotowaną dla uczestników – i tak już koło 14:20 pierwsza fala (licząca 7 osób) zdobyła skrzyneczkę, chwile później już mniejsza – 3osobowa ekipa, zaś niespodzianką dla kolegi mushina był fakt kiedy ją odkrył po 15 – specjalnie wybierając się po nią z grańska – że przed nim już 10 osób tu było, popularna skrzynka po prostu.
ostatni na mecie stawili się chwilę po 15 – i tak oficjalnie koło 15:15 zamknięto metę.
sądzę, że pogoda bardziej dopisać nie mogła – był to dzień z cyklu “złota polska jesień”, ciepło, słonko grzało, aż żal siedzieć w domu. na starcie zjawiło się 35 osób + 1 pies – tworząc 20 zespołów – odpowiednio 12 na TO i 8 na TP/RK.
dziękuję wszystkim, którzy mieli ochotę wybrać się na Łosia i spędzić trochę czasu z mapą i kompasem w lesie.
wyniki wraz z kompletem map (oryginał i wzorcówka) dostępne są na stronie www.malino.yoyo.pl
Podkurek 2009
W miniony weekend z ojcem, wybraliśmy się na jedną z rund pucharu polski w InO – Podkurek 2009, rozgrywany w Łochowie. Impreza składała się z 4 etapów – 1 dzienny w sobotę przed południem i 3 nocne z soboty na niedziele (w sumie 2 pełne etapy + dojściówka do bazy).
Wyjazd w piątek koło 18, wraz z nami jechał jeszcze Pacek i Jankes. Do liceum, gdzie mieściła się baza przyjechaliśmy koło 23-24. Zapowiadały się “długie, nocne Polaków rozmowy”, jak to zwykle bywa przy takich imprezach. Niektórzy balowali do białego rana, inni koło 2:30 poszli spać.
Pierwszy etap składał się z pierścieni i kółek, które trzeba było wpasowywać odpowiednio jak wskazywał szkic rozmieszczenia pierścieni. Trasa pokonana bez większych trudności. Do mety doniesiony została komplet punktów z paroma stowarzyszami i jedną przebitką. Pogoda jak dotąd była po naszej stronie – nie padało, zaś było pochmurnie. Po powrocie ciepły obiadek, a następnie część konkursowa czyli trasa krajoznawcza, konkurs przyrodniczo-historyczny, InO-krzyżówka i Jerzyki. Najbardziej spodobało mi się jedno z haseł krzyżówki, które potem w lesie ciągle z Krzysiem powtarzaliśmy, a brzmi ono tak ‘chodzić na … , czyli na czuja’ – pierwsza myśl to azymut i tak już zostało w naszej pamięci.
Zbliżyła się 18 – pora wyjazdu autokarem na nocne leśne zmagania. Jadąc na miejsce startu zaczęło padać i tak w deszczu minęła nam pierwsza trasa. Etap to żeberka z kartofelkami, czyli autorska wersja Leszka Herman-Iżyckiego przedstawienia linii grzbietowej jako wyprostowanego żeberka. W lesie hardo było, ze względu na trudność etapu jaką nam zaserwował budowniczy jak i również niesprzyjające warunki atmosferyczne. Po zrobieniu ponad 8 km i wykorzystaniu prawie całego czasu spóźnień dotarliśmy do mety bez jednego kartofelka. Krótka przerwa i czym prędej na kolejny etap, bo przestało padać, ale zaczęło być bardzo zimno, więc im szybciej w las tym lepiej dla nas. Na starcie okazuję się, że w jednym czasie mogą startować 3 zespoły i iść razem. Tym razem autor chce z nami ułożyć pasjansa i dopuszcza 256 rozwiązań. Oczywiście zasada, że na czarne musi iść czerwone, a na czerwone czarne innej możliwości nie było, a gdy się coś poknociło to 30 karnych wlatywało. Etapik pokonywany 3 zespołowo, gdzie po drodze nie spotkaliśmy żadnych innych zespołów TS, jedynie mijaliśmy się z TJ – łatwo, szybko i przyjemnie. Tutaj do mety też z kompletem punktów w tym 4 stowarzyszami doszliśmy. Chwilka przerwy i ostatnie zmagania przed nami – czyli IV etap – a raczej etapik, bo była to trasa powrotna do szkoły, na której trzeba było zdobyć 6 punktów, a meta była już w samej bazie. Cały myk etapu polegał na tym, że była podana prędkość z jaką trzeba było iść oraz czas po którym należało podbić punkt, notabene praktyczne zastosowanie jednego z wzorów jakich się uczymy na fizyce, czyli S=V•t – jest to wzór na drogę w ruchu jednostajnym, gdzie S to droga, V prędkość, a t czas. Podzieliliśmy się zadaniami, ja byłem odpowiedzialny za mierzenie czasu, a ojciec za wyliczenia. Trasa prowadziła po zielonym szlaku rowerowym, ale to i tak pokazało, że łatwo jest wypaść z trasy – nam się udało to 3 razy, ale szybko to naprawiliśmy. Dzięki czemu dobiegliśmy do mety we właściwym dla nas czasie (mieliśmy zero za czas) i 4 stowarzyszami. Uradowani faktem, ze już jesteśmy po i w dodatku ciepłej bazie, gdzie tylko przebrać się w suche rzeczy, prysznic i można było iść spać.
Rano 7:50 pobudka, bo o 8:00 jest zakończenie imprezy – oczywiście wyniki są mi nie znane, bo wolałem spać niż na nie czekać – rano przecież też będą, a protestów składać i tak nie zamierzałem. Stojąc zaspany przed listą i patrząc na wyniki, aż nie mogłem uwierzyć w to co widzę i czytam – a tam pierwsze miejsce Stanisław Malinowski, Piotr Malinowski. O kurka, by się rzekło, ‘ale jak’. Nie zbyt jest rozbudzony oraz bez pełnej świadomości wyników, bo nie wiedziałem czy to sen czy jawa – zabrałem wilgotny polar i poszedłem na zakończenie. A tam najpierw losowania i zakończenie wszystkich możliwych konkursów jakie były (w większości wzięliśmy udział) i udało się wygrać chyba ze trzy z nich. I po tej dłuższej chwili przyszło podsumować rajd i poszczególne kategorie. I przyszła pora na Te eSy, gdzie zostaliśmy wywołani jako ‘czarny koń tych zawodów’. Otrzymaliśmy szklane puchary oraz siatkę z nagrodami za zajęcie pierwszego miejsca. Po zakończeniu – pakowanie i powrót do domku.
Łoś 2009 – regulamin
przede mną szósta odsłona marszy na orientację Łoś 2009 do przygotowania. Chciałbym na nią zaprosić wszystkich chętnych, którzy mają ochotę pochodzić troszkę po lesie z mapą i kompasem. Tym razem baza będzie zlokalizowana przy pomniku/dębie Esperantystów. Start o 11:00, a na zapisy czas będzie od 10:30.
Nie jest to żadna impreza pucharowa – liczy się przede wszystkim dobra zabawa.
Szczegółowe informacje co i jak – czytaj więcej
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.