Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
GeoToruń 2010
a dokładniej GeoToruń 2010, czyli 2 duże projekty geocacher’skie – Układ Słoneczny i Wielka Niedźwiedzica oraz masa innych pyszności lokalnych
skład: esem, Werk Inc., milo, pindy & Maliniak
termin: 16/17.10.2010
miejsce: Toruń i okolice
piątkowa noc, bo tak należy określić godzinę pobudki, aby już o 6 rano w sobotę wyruszyć z Trójmiasta; po drodze zbieramy ekipę do wozu i już 6:20 na obwodnicy
rozgrzewkę mamy na MOPach gdzie zbierane są skrzyneczki, drive-in’y; zaś o 8:45 podejmujemy już pierwszą skrzynkę z cyklu Wielka Niedźwiedzica, czyli GeoToruń rozpoczęty – 3 godziny później mamy już gwiazdozbiór zdobyty – został już tylko finał i z nim tak łatwo nie było – kolejna godzina tylko po to aby go zdobyć, ale udało się. ale nie ma co odpoczywać trzeba dalej w przestrzeń miedzy gwiezdną lecieć.
13:53 pierwszy wpis w dzienniku najdalszej ze skrzynek z heliocentrycznego układu słonecznego – Plutonu. teraz czeka nas większy wysiłek, choć ilość ta sama, to będzie trzeba czytać stereogramy, chodzić po orbitach oraz sposoby okrycia różnorakie – totalny odjazd. kaftany włożone, duże odległości do pokonania, ale nic nas nie przestraszy, nawet woda i bagna. o 18 było już wszystko z finałem oprócz słońca – jakoż, że słońce w centrum się znajduje i najlepiej je widać w nocy, tak też się tam udaliśmy i tak po nie całej półgodzinie słońce nasze :]
szybki powrót do krążownika i do bazy, która mieściła się w Forcie IV – krótka przerwa i wylot na miasto, co by poznać głównego konstruktora wcześniej zdobywanego układu – Wrzosa; a następnie wycieczka po starówce i okolicach w jednym celu – zdobywania skrzynek; i tak przed północą udało się zdobyć 57 skrzynkę tej doby, następnie powrót do bazy i odpoczynek, aby rano znów ruszyć na łowy
kolejna nocna
pobudka i o 8 śniadanie energetyczne aby kolejne poszukiwania szły sprawnie – tym razem miasto, parki, quizy i forty do zdobycia były – deadline 14:00; obiad i powrót do trójmiasta
podsumowując – wyprawa zaliczana do bardzo miłych i udanych; sporo skrzynek, sporo chodzenia, sporo śmiechu- niezapomniana przygoda pindy’iego; dziękuję Wrzosowi za spotkanie; na pewno wniosek jeden – jeszcze tam wrócimy i warto samemu się tam wybrać
poznaj Poznań
z archiwum – artykuł pisany już od 2 marca 2010
na studiach wykładowcy potrafią zrobić tak, że w najzimniejsze dni pod względem temperatury stają się gorącymi dniami zaliczeń dla studentów, zwane sesją. ale do tych dni gęsto rozsianych dołączona jest przerwa między sesyjna, którą wykorzystałem na wyjazd do poznania.
i tak po około 6 godzinach podróży pociągami osobowymi dotarliśmy na dworzec główny w Poznaniu. pierwszy cel to hostel – nasza baza noclegowa, gdzie można było zostawić rzeczy i się odświeżyć. następnie wieczorny spacer, zakupy i kolacja.
skoro świt (a zimą słonko późno wstaje) ruszyliśmy na podbój poznania. odbyliśmy maraton po najważniejszych miejscach w centrum pyrlandii, zahaczając o makietę miasta – sporo można się dowiedzieć, ciekawa lekcja historii.
środa to dzień pod znakiem browaru – to znaczy nietypowej atrakcji, czyli zwiedzanie wielkopolskiego browaru lech, gdzie można obejrzeć krok po kroku jak powstaje piwo, wycieczka z panią przewodnik odbyła się dość sprawnie, zaś pani ciekawie opowiadała o tajnikach warzenia piwa.
czwartek – w końcu udało się zobaczyć trykające koziołki (no wcześniej jakoś nie szło) oraz wybrać się na ostrów tumski, tam nas pogoda przegoniła i szybko trzeba było wracać do ciepłego schronienia aby na 16 zdążyć na film do najstarszego kina w polsce – na włoski film z 74 roku.
a piątek – niestety dzień kiedy rano człowiek uświadamia sobie, że czas się pakować i wracać do domku …
ps.
zdjęcia niebawem z wyjazdu
już są – GALERIA ZDJĘĆ
nowy rok – z opóźnieniem
witam wszystkich w nowym roku AD 2010.
ostatnim czasy nie było kiedy aby coś napisać coś umieścić – tak więc skrót w pigułce:
święta, święta i po świętach, ale wtedy się dopiero zaczęło – jeden wyjazd do Pępowa, powrót do domku szybki przepak i dalej w trasę aby zdążyć na sylwestra i przywitać nowy rok w gronie znajomych – udało się i tak do 3 stycznia leniuchowanie w środku lasu.
niestety to co dobre szybko się kończy i czas wracać, a na uczelni szorstkie przywitanie – zaliczenia, koła, egzaminy, sprawozdania i poprawki – czuć że okres przed sesyjny się już zaczął. no nic trzeba zakasać rękawy i do roboty.
wszystkiego dobrego w nowym roku.
jeśli ma rację przepowiednia, która mówi, że tak jak mija nowy rok mija potem cały rok – to będzie niesamowicie
cisza po burzy
Cisza po burzy… a raczej cisza po niesprzyjających warunkach atmosferycznych jakie ostatnim czasy nawiedziły Trójmiasto, jak i całą Polskę – grad, silny wiatr, deszcz, sztorm. Efekt – połamane drzewa, pozrywane linie energetyczne, trakcje kolejowe i tramwajowe uszkodzone, zalane drogi, zniszczona ostroga sopockiego mola. Po kilku dniach tego armagedonu nastała cisza – dlatego tez wybrałem się na spacer aby zobaczyć jak to wygląda “po”.
Pierwsza część wycieczki to spacer z Luną na punkt widokowy nieopodal Opery Leśnej. Przy wejściu do lasu powinna stać tabliczka “ścinka drzew” – ścieżki po prostu zasypane gałęziami i gałązkami, mniejszymi i większymi, iglastymi i liściastymi. Na naszej drodze marszu leży wielkie powalone drzewo. Szybki slalom między konarami i możemy dalej podążać na punkt. Oczywiście cały czas depczemy po gałęziach i innych tego typu rzeczach co powinny być na drzewach. W lesie oprócz nas, żywej duszy – widać jeszcze nikt po wichurach nie chciał wchodzić do lasu.
Drugi przystanek to molo. Tym razem sam już postanowiłem zobaczyć jak “drewniany pomościk” ucierpiał po sztormie – musiał mocno oberwać skoro włodarze miasta zabronili wchodzić na deski mola. Przed wejściem na płatną część stoją dwa rzędy metalowych bramek oraz wisi kartka o zakazie wstępu bo może grozić śmiercią bądź kalectwem, do tego jakby ktoś nie umieł czytać swoi samochód z ochroną aby nikt na pewno nie przeoczył ni barierek ni napisu na czerwonym tle. Zaś na plaży sporo spacerowiczów – zapewne też byli zainteresowani tym co przyniósł sztorm. Wiele osób dokumentowało to na zdjęciach, część podziwiała to co morze wyrzuciło na brzeg (ja znalazłem kotwice), a byli też tacy co karmili łabędzie. Iż molo zamknięte – przeszedłem się po plaży. Poziom wody widać, że wyższy niż zazwyczaj. Pod molem leży wielkie drzewo – między balami jakby nigdy nic – ciekawe skąd się ono tu wzięło. Większość plaży pokryta była zieleniną morską, meduzami, śmieciami – to taki standard. Ciekawsze rzeczy jakie można było znaleźć to boja leżąca prawie na wydmach, kotwica (może nie taka jak w Titanicu), deski i resztki ostrogi, liny rybackie – iście pirackie skarby.
Podczas tej przechadzki miałem okazję pobawić się filtrem polaryzacyjnym, przez co wydaje mi się, że zdjęcia troszkę przyciemne powychodziły.
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.

