Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
zajezdnia
wieczorna szybka wizyta w starej zajezdni trolejbusowej – w miejscu gdzie aktualnie znajduje się Pomorski Park Naukowo – Techniczny oraz Zoltar, zaś trolejbusy przeprowadziły się na leszczynki.
wieczorową porą miejsce nabiera swoistego klimatu rodem z filmu z dreszczykiem – opuszczone magazyny i warsztaty, samotnie stojące słupy, które kiedyś podtrzymywały trakcję, niedoświetlone place, ciemne zaułki + ponura pogoda + dźwięki dobiegające z pobliskiej areny zoltaru – potrafią zadziałać na wyobraźnie.
o miejscu tym znalezione w internecie – źródło wikimapia:
Stara zajezdnia w Redłowie przy Alei Zwycięstwa 96/98
Obsługiwała ruch od końca lat trzydziestych. W latach 1939 – 1945 okupant przystosował ją do napraw samolotów, a po wojnie zajmowały ją Państwowe Zakłady Samochodowe nr 6.
We wrześniu 1947 r. dla potrzeb komunikacji miejskiej przekazano zajezdnię, gdzie przeniósł się cały tabor oraz warsztaty trolejbusowe. W okresie 1956-1966 rozpoczęto i kontynuowano budowę zajezdni trolejbusowej na terenie przyległym do istniejącej zajezdni autobusowo-trolejbusowej.
przeciąg vol. 1
przeciąg – strumień chłodnego powietrza powstały w pomieszczeniu z otwartymi lub nieszczelnymi drzwiami lub oknami
w wolnych chwilach sam byłem jak taki przeciąg, który to przewiewał przez niezmierzone ilości folderów i zdjęć aby wybrać choć kilka i umieścić je w albumach tematycznych – i w końcu się udało – pierwszy zrzut, a raczej wrzut za mną.
zapraszam do galerii.
zimowy wieczór – jesienny poranek
już wczoraj koło 15:30 można było zaobserwować jak nieśmiało i delikatnie zaczynają spadać pierwsze płatki śniegu – ich żywotność kończyła się od razu, gdy lądowały na ziemi.
wieczorem gdy już temperatura spadła, a intensywność bombardowania śniegiem wzrosła – “białobiali” zajmowali ulice, klomby, chodniki, autka, drzewa i wszytko inne co napotykali na swej drodze lotu. tym sposobem zaciszna ulica zdominowana przez śnieżny puch zapadła w pierwszą tej jesieni zimową noc.
rano pierwsze odśnieżanie – niby 3 cm warstwy białej, a łopatę trzeba juz od grzebać ze składziku i mieć w pogotowiu, szyby samochodu przetrzeć zmiotką i tylko po to aby za kilka chwil, a może i godzin biały niezapowiedziany gość sam znikł – i nie wiadomo kiedy znów nad odwiedzi.
z archiwum zdjęć wygrzebałem jedną z pierwszych sesji zatytułowaną “Pierwszy Śnieg”, wykonaną 23.01.2007. i jest to idealna chwila do jej publikacji.
Podkurek 2009
W miniony weekend z ojcem, wybraliśmy się na jedną z rund pucharu polski w InO – Podkurek 2009, rozgrywany w Łochowie. Impreza składała się z 4 etapów – 1 dzienny w sobotę przed południem i 3 nocne z soboty na niedziele (w sumie 2 pełne etapy + dojściówka do bazy).
Wyjazd w piątek koło 18, wraz z nami jechał jeszcze Pacek i Jankes. Do liceum, gdzie mieściła się baza przyjechaliśmy koło 23-24. Zapowiadały się “długie, nocne Polaków rozmowy”, jak to zwykle bywa przy takich imprezach. Niektórzy balowali do białego rana, inni koło 2:30 poszli spać.
Pierwszy etap składał się z pierścieni i kółek, które trzeba było wpasowywać odpowiednio jak wskazywał szkic rozmieszczenia pierścieni. Trasa pokonana bez większych trudności. Do mety doniesiony została komplet punktów z paroma stowarzyszami i jedną przebitką. Pogoda jak dotąd była po naszej stronie – nie padało, zaś było pochmurnie. Po powrocie ciepły obiadek, a następnie część konkursowa czyli trasa krajoznawcza, konkurs przyrodniczo-historyczny, InO-krzyżówka i Jerzyki. Najbardziej spodobało mi się jedno z haseł krzyżówki, które potem w lesie ciągle z Krzysiem powtarzaliśmy, a brzmi ono tak ‘chodzić na … , czyli na czuja’ – pierwsza myśl to azymut i tak już zostało w naszej pamięci.
Zbliżyła się 18 – pora wyjazdu autokarem na nocne leśne zmagania. Jadąc na miejsce startu zaczęło padać i tak w deszczu minęła nam pierwsza trasa. Etap to żeberka z kartofelkami, czyli autorska wersja Leszka Herman-Iżyckiego przedstawienia linii grzbietowej jako wyprostowanego żeberka. W lesie hardo było, ze względu na trudność etapu jaką nam zaserwował budowniczy jak i również niesprzyjające warunki atmosferyczne. Po zrobieniu ponad 8 km i wykorzystaniu prawie całego czasu spóźnień dotarliśmy do mety bez jednego kartofelka. Krótka przerwa i czym prędej na kolejny etap, bo przestało padać, ale zaczęło być bardzo zimno, więc im szybciej w las tym lepiej dla nas. Na starcie okazuję się, że w jednym czasie mogą startować 3 zespoły i iść razem. Tym razem autor chce z nami ułożyć pasjansa i dopuszcza 256 rozwiązań. Oczywiście zasada, że na czarne musi iść czerwone, a na czerwone czarne innej możliwości nie było, a gdy się coś poknociło to 30 karnych wlatywało. Etapik pokonywany 3 zespołowo, gdzie po drodze nie spotkaliśmy żadnych innych zespołów TS, jedynie mijaliśmy się z TJ – łatwo, szybko i przyjemnie. Tutaj do mety też z kompletem punktów w tym 4 stowarzyszami doszliśmy. Chwilka przerwy i ostatnie zmagania przed nami – czyli IV etap – a raczej etapik, bo była to trasa powrotna do szkoły, na której trzeba było zdobyć 6 punktów, a meta była już w samej bazie. Cały myk etapu polegał na tym, że była podana prędkość z jaką trzeba było iść oraz czas po którym należało podbić punkt, notabene praktyczne zastosowanie jednego z wzorów jakich się uczymy na fizyce, czyli S=V•t – jest to wzór na drogę w ruchu jednostajnym, gdzie S to droga, V prędkość, a t czas. Podzieliliśmy się zadaniami, ja byłem odpowiedzialny za mierzenie czasu, a ojciec za wyliczenia. Trasa prowadziła po zielonym szlaku rowerowym, ale to i tak pokazało, że łatwo jest wypaść z trasy – nam się udało to 3 razy, ale szybko to naprawiliśmy. Dzięki czemu dobiegliśmy do mety we właściwym dla nas czasie (mieliśmy zero za czas) i 4 stowarzyszami. Uradowani faktem, ze już jesteśmy po i w dodatku ciepłej bazie, gdzie tylko przebrać się w suche rzeczy, prysznic i można było iść spać.
Rano 7:50 pobudka, bo o 8:00 jest zakończenie imprezy – oczywiście wyniki są mi nie znane, bo wolałem spać niż na nie czekać – rano przecież też będą, a protestów składać i tak nie zamierzałem. Stojąc zaspany przed listą i patrząc na wyniki, aż nie mogłem uwierzyć w to co widzę i czytam – a tam pierwsze miejsce Stanisław Malinowski, Piotr Malinowski. O kurka, by się rzekło, ‘ale jak’. Nie zbyt jest rozbudzony oraz bez pełnej świadomości wyników, bo nie wiedziałem czy to sen czy jawa – zabrałem wilgotny polar i poszedłem na zakończenie. A tam najpierw losowania i zakończenie wszystkich możliwych konkursów jakie były (w większości wzięliśmy udział) i udało się wygrać chyba ze trzy z nich. I po tej dłuższej chwili przyszło podsumować rajd i poszczególne kategorie. I przyszła pora na Te eSy, gdzie zostaliśmy wywołani jako ‘czarny koń tych zawodów’. Otrzymaliśmy szklane puchary oraz siatkę z nagrodami za zajęcie pierwszego miejsca. Po zakończeniu – pakowanie i powrót do domku.
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.