Tu i tam, i tam, i tam, i tu
Tam i tu, i tu, i tu, i tam
Tam i jeszcze tam, i jeszcze tu
Tu i jeszcze tu, i jeszcze tam
Tu i jeszcze tam
Tam i jeszcze tu
Tu i jeszcze,jeszcze,jeszcze tam
Świat Maliniaka
uśmiech wędruje daleko :)
W drodze swojej nie ustawaj!
Żebyś doszedł dokąd chcesz!
Niech marzenia staną się Twoją nocą, Twoim dniem!
Głosem serca w życiu kieruj się!"...
Łoś 2009 – regulamin
przede mną szósta odsłona marszy na orientację Łoś 2009 do przygotowania. Chciałbym na nią zaprosić wszystkich chętnych, którzy mają ochotę pochodzić troszkę po lesie z mapą i kompasem. Tym razem baza będzie zlokalizowana przy pomniku/dębie Esperantystów. Start o 11:00, a na zapisy czas będzie od 10:30.
Nie jest to żadna impreza pucharowa – liczy się przede wszystkim dobra zabawa.
Szczegółowe informacje co i jak – czytaj więcej
semestr 5 już trwa
i to już 2 tygodnie tego semestru za nami. W tym półroczu przewagę wzięły wykłady, których mamy aż 18 godzin tygodniowo, do tego 6 godzin laborek, 4 ćwiczeń i skromnie 1 godzina projektu. Wstępne rozeznanie przedmiotów mamy – czyli co potrzeba do zaliczenia przedmiotu, gdzie znaleźć dodatkowe materiały, jak będą wyglądały laborki i takie tam inne różne sprawy.
Informacje zebrane i spisane w jednym miejscu – w zakładce odnośnie studiów, gdzie obok kalendarza stanowić będą podstawowe źródło informacji dla studentów grupy 01 (czyt. głównie sela i mnie). Spis będzie aktualizowany od potrzeb, czy też kolejnych semestrów.
a tym czasem trzeba już pisać sprawozdanie i przygotowywać się kolejnej laborki z analogów …
cisza po burzy
Cisza po burzy… a raczej cisza po niesprzyjających warunkach atmosferycznych jakie ostatnim czasy nawiedziły Trójmiasto, jak i całą Polskę – grad, silny wiatr, deszcz, sztorm. Efekt – połamane drzewa, pozrywane linie energetyczne, trakcje kolejowe i tramwajowe uszkodzone, zalane drogi, zniszczona ostroga sopockiego mola. Po kilku dniach tego armagedonu nastała cisza – dlatego tez wybrałem się na spacer aby zobaczyć jak to wygląda “po”.
Pierwsza część wycieczki to spacer z Luną na punkt widokowy nieopodal Opery Leśnej. Przy wejściu do lasu powinna stać tabliczka “ścinka drzew” – ścieżki po prostu zasypane gałęziami i gałązkami, mniejszymi i większymi, iglastymi i liściastymi. Na naszej drodze marszu leży wielkie powalone drzewo. Szybki slalom między konarami i możemy dalej podążać na punkt. Oczywiście cały czas depczemy po gałęziach i innych tego typu rzeczach co powinny być na drzewach. W lesie oprócz nas, żywej duszy – widać jeszcze nikt po wichurach nie chciał wchodzić do lasu.
Drugi przystanek to molo. Tym razem sam już postanowiłem zobaczyć jak “drewniany pomościk” ucierpiał po sztormie – musiał mocno oberwać skoro włodarze miasta zabronili wchodzić na deski mola. Przed wejściem na płatną część stoją dwa rzędy metalowych bramek oraz wisi kartka o zakazie wstępu bo może grozić śmiercią bądź kalectwem, do tego jakby ktoś nie umieł czytać swoi samochód z ochroną aby nikt na pewno nie przeoczył ni barierek ni napisu na czerwonym tle. Zaś na plaży sporo spacerowiczów – zapewne też byli zainteresowani tym co przyniósł sztorm. Wiele osób dokumentowało to na zdjęciach, część podziwiała to co morze wyrzuciło na brzeg (ja znalazłem kotwice), a byli też tacy co karmili łabędzie. Iż molo zamknięte – przeszedłem się po plaży. Poziom wody widać, że wyższy niż zazwyczaj. Pod molem leży wielkie drzewo – między balami jakby nigdy nic – ciekawe skąd się ono tu wzięło. Większość plaży pokryta była zieleniną morską, meduzami, śmieciami – to taki standard. Ciekawsze rzeczy jakie można było znaleźć to boja leżąca prawie na wydmach, kotwica (może nie taka jak w Titanicu), deski i resztki ostrogi, liny rybackie – iście pirackie skarby.
Podczas tej przechadzki miałem okazję pobawić się filtrem polaryzacyjnym, przez co wydaje mi się, że zdjęcia troszkę przyciemne powychodziły.
rok z OPENCACHING
To, że czas leci wie każdy z nas. Po jakimś okresie są rocznice- jubileusze. I tak spotkało to mnie. Rok od tajemniczej rozmowy i niebezpiecznej wyprawy w poszukiwaniu drzew co mają oczy. Rok zabawy w geocaching za mną i esem’em.
esem: idziesz szukać drzew co mają oczy?
Maliniak: co takiego?
esem: drzewa mają oczy
Maliniak: hmm … czemu nie …
6 października 2008 roku naszym łupem padły sopockie drzewa. Zaś po powrocie do domu i zorientowaniu się, że w Gdańsku dopiero co ujawniły się kolejne drzewiaste oczęta – wyruszyliśmy i tam, aby poznać ich tajemnicę. Dzięki pragnieniu zaspokojenia ciekawości byliśmy pierwszymi śmiałkami co dotarli do końca krętej ścieżki drzew. Poznaliśmy tajemnicę FTFa.
Po roku zmagań ze skrzynkami, sytuacja wygląda następująco:
- znalezionych koło 275, w tym 17 FTFów,
- założonych 6 – otrzymanych gwiazdek 22,
- przybyto ponad 8000 km; szczegóły – GK Maliniak,
- założonych GK 7; przebyty przed nie dystans – prawie 2000 km,
- udział w jednym filmie o geocaching’u,
- jedna produkcja filmowa tzw. “after-party” spotkania trójmiejskich cacher’ów,
Chcąc uczcić rocznicę, zgodnie ze zwyczajem ruszyliśmy na nocne łowy – jako cel jubileuszowy wybraliśmy skrzynkę z serii Kaszubskie Drogowskazy – XII, kolegi Wanogi, która znajduje się w rumskich lasach. Wyprawa zapowiadała się obiecująco, a kolejne napotykane kamienie nie zanosiły, że są to miłego złe początki. Koło 22:30 dotarliśmy do ostatniego punktu wędrówki, przy którym w niedalekiej odległości miał się znajdować pojemnik. Azymut wyznaczony – to w drogę na poszukiwania. Znając wanogowe kamienne sarkofagi i wiedząc, że jest to gdzieś pod świerkiem przeczesywaliśmy las, drzewo po drzewie, korzeń po korzeniu, liść po liściu. Nic. Przyszedł pomysł z dokładnym wyznaczeniem azymutu, za pomocą latarki i jej światła. Po dobrej godzinie eksploracji terenu, kiedy to esem’owy GPS oraz latarka odmówiły posłuszeństwa, a drzewa sprawdzone wzdłuż i wszerz. Zaczęliśmy się wycofywać – bo do samochodu było jakieś 4 km, a na zegarze prawie północ. Aby zaoszczędzić trochę czasu poszliśmy skrótem, tylko nie odbiliśmy w pewnym momencie w bok i tym sposobem wylądowaliśmy w mieście – Rumi, bo po kilkuset metrach ukazała się tablica “REDA”. Wariant powrotu okazał się chyba jednym z najdłuższych, czyli koło 7 km. W sumie błąkając się tej nocy zrobiliśmy około 15 km, skrzynki nie znaleźliśmy, ale przygód było bez liku. Dzień później wynikło, że autor skrzyneczki zwodził nas za nosy – myląc się w opisie i zamieniając 2 słowa ODLEGŁOŚĆ ↔ AZYMUT. I tak szukaliśmy nie w tym kierunku i nie w tej odległości co trzeba, ale na szczęście aż tak źle z nami nie jest jakby się mogło wydawać.
Zapalamy ją, a cienie niech odejdą precz.
